Bractwo Kielicha

Ty, który wchodzisz, pożegnaj się z nadzieją...
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Arche
Admin
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 29/08/2014
Age : 102

PisanieTemat: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Sro Mar 09, 2016 7:28 am

W imię Boga - historia rzeź pańskich


     Pięć dni temu przekroczyliście granicę. Podobno. Przynajmniej powinniście, bo nie sposób tego określić czy aby na pewno, wszak teren wygląda tak samo jak wcześniej, a czy ziemia pod panowaniem tych psubratów nie winna być spalona, spękana i jedynie piasku lub gliny pełna? A tu wciąż góry i zieleń widoczna, najwyraźniej tereny te wciąż pamiętają czasy panowania dobrych chrześcijan.

Wszyscy gorliwie starają się jak najszybciej dotrzeć do ziemi świętej, oraz odebrać to co nasze, lecz mimo to sił już nie starcza. Od tygodni tempa naszej marszruty i legendarny Ateńczyk z bitwy pod Maratonem by się nie powstydził. Dlatego wraz z siłami, morale i... Ludzie padają. Panie dodaj siły swym sługom, swym świętym rycerzom!

     Jaśnie panujący i dowodzący tą wyprawą Konrad III wysłał przodem zwiad, zadanie to wymaga jeszcze większego wysiłku, dlatego wybrańcy musieli zgrzeszyć wobec Boga myślą, słowem, lub uczynkiem, albo może jednak to nagroda i możliwość wykazania się przed Królem Niebieskim i Ziemskim? Tak czy inaczej tym razem między innymi padło na oddział francuzów. No prawie francuski, gdyż jeden z trójki ma szczęście żyć w Świętym Cesarstwie, ale i on posługuje się językiem franków.

Dwa dni temu dostaliście zadanie bycia oczami Króla Niemieckiego. Wyruszyliście kilkanaście mil na południowy wschód przed główne siły i wypatrujecie wroga. Jest Was trójka, przewodzi Wami zakonny rycerz Szpitalników Auguste. Niewiele rozmawialiście dotychczas, gdyż byliście zmęczeni, lecz dowiedzieliście się o sobie jak się nazywacie: wspomniany już szpitalnik Augusto d'Etolie, nieco starszy od reszty Gotfryd z Bordeaux, oraz niespełna dwudziestoletni Lotar pochodzący gdzieś z zachodnich terenów Cesarstwa.
Dziś rozbiliście obóz na jednym ze wzgórzu, podczas warty Gotfryda, gdy już świtało zbudził was wszystkich dźwięk nadchodzącej armii. Myśleliście, że to wojska Karola was dogoniły, lecz armia nadeszły z przeciwnej strony i w słabym świetle wschodzącego słońca można było dostrzec, że w istotny sposób się różni, to saraceńskie psy! W dodatku są ich tysiące, dziesiątki tysięcy!
Dobrze, że zadbaliście o to by wasz obóz był niewidoczny z podnóża góry, gdyż w przeciwnym razie zostalibyście rozniesieni w kilka sekund. Dobrze schronieni przeczekaliście pochód i próbowaliście oszacować liczebność wroga, co okazało się być bardzo ciężkie i każdy z Was ocenił ją nieco inaczej. Według Gotfryta wojska wroga liczą 30 tysięcy, Auguste 60 tysięcy, a Lotar, chcą chyba usilnie mieć inne zdanie szeptem podzielił się z kompanami, że ocenia siły wroga na 50 tysięcy ludzi.

Pochód takiej liczby żołnierzy trwał już pół godziny i wydaję się, że główne siły przeszły, a obecnie w dość luźnych odstępach się pojawiają grupkami liczącymi setki, ale odstępy są już dość duże, lecz na nieszczęście u podnóża wzgórza, od strony jedynego łagodnego stoku rozbiło obóz kilku saracenów, z oddali dostrzegacie, że jest ich 5 i każdy z nich ma wierzchowca, którego jednak w tej chwili nie dosiadają, wszyscy są uzbrojeni zakrzywione miecze, a na sobie mają łuskowatą zbroję, dwóch z nich ma otwarte hełmy żelazne, a trzech dzierży łuki.

Musicie czym prędzej poinformować swe siły o zbliżającym się niebezpieczeństwie, nie macie ani chwili do stracenia, tym bardziej, że macie już pół godziny straty, a krzyżowcy będą musieli mieć czas na przygotowanie.
Możecie spróbować zaatakować grupkę saracenów na dole z zaskoczenia, przedrzeć się przez nich, lub zejść z drugiej strony, po stromym stoku, jest on odsłonięty, w kilku miejscach jest to kilkumetrowa skalna półka, ale z odległości jaka aktualnie Was dzieli od sił następnej grupki Saracenów nie powinniście zostać rozpoznani, a może i nawet zauważeni. Lecz wówczas zmizerniałe konie Augusto i Godfryda prawdopodobnie nie podoła zadaniu zejściu po skalnym i stromym zboczu...
Co robicie?


...............................................................................................................


(Odpisujcie dłuższe wiadomości co by jeden wpis miał więcej treści.)


Ostatnio zmieniony przez Arche dnia Sro Mar 09, 2016 9:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korgal

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 30/08/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Sro Mar 09, 2016 9:22 pm

Pomimo zmęczenia niekończącą się podróżą i trudnym krajobrazem wielu gór i wzgórz, starannie dopełniałem swej warty. Trudy podróży zaczęły wywoływać z głębin mojego umysłu przeróżne pytania, przeróżne wątpliwości. Jak dotychczas nie dane było mi spotkać wroga, targały więc mną sprzeczne uczucia. Rozum podpowiadał się radować, pan był ze mną mimo jego grzeszności i chronił przed wrogiem w trakcie całej podróży. Nie nękany bandytami i z błogosławieństwem władców mijanych ziem byłem już o krok od ziemi świętej, celu krucjaty. Jednakże pomimo to serce paliło się do walki, poganiało szukać wroga. Niewdzięczne serce słuchało szatana miast dziękować za boską protekcję. Tak jak tego dnia... Z zamyślenia wyprowadził mnie dzwięk. Suche dudnienie kopyt o spaloną słońcem ziemię, wiele par. Z której to strony ? Ze wschodu a więc wróg ! Zmierzył wzrokiem swoich kompanówe, lecz nie trzebna była im pomoc, sami wyczuli co się dzieje. Sen ich musiał być lekki. Ciała nasze blisko ziemi zbite w bliskim towarzystwie. Szeptem wymienialiśmy informacje o szacunkowej liczebności wroga. Wzrok ich muysiał być jeszcze zaspany lub serca pełne trwogi i wiary im nie dostatek, albowiem znacznie pzreceniali oni jego liczebność. Nie bacząc jednak na to w dalszym ciągu była to siła znacząca o której trzeba ostrzec resztę naszych sił i króla ! Jednakże co nam było z tej świadomości gdy droga przez niekończący się pochód zamknięta, musieliśmy przeczekać. W tem nadażyła się okazja, szeregi ich jhuż nie tak zbite, odstępy duże. Teraz albo gdy będzie już zapózno.  Ostatnią barierą nas zatrzymójącą jest pięciu saracenów których rozbiło obóz wprost u jedynego łagodnego stoku naszej kryjówki. Zmówiłem modlitwę
Godfryd z Bordeaux napisał:
: Do Boga wszechwładnego, któremu ofiaruję tych pogan. Towarzysze, oto pan ukazuje nam drogę, i jest to droga jedyna. Prowadzi ona przez trupy tych co syna jego  odrzucili i matce jego najświętzrej maryji też kultu nie oddają. Konia nie rzucim, albowiem armię trzeba ostrzec, czym prędzej. Do miecza !


Aby nie pozostawić niczego przypadkowi: Także dosiadłem wierzcha i atakowałem z mieczem w jednej ręce a tarczą w drugiej.


Ostatnio zmieniony przez Korgal dnia Czw Mar 10, 2016 3:29 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
IsHARI



Liczba postów : 8
Join date : 06/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Sro Mar 09, 2016 11:02 pm

Chcąc zwiększyć nasze szanse na rozgromienie oddziału niewiernych psów, oceniam nachylenie stoku, odległość do celu i stan naszych koni. Z bożą pomocą powinno się udać. Rozglądam się też po towarzyszach, stan ich uzbrojenia pozostawia wiele do życzenia, ale wiem, że Bóg Najwyższy jest po naszej stronie.

Auguste d'Étoile napisał:
Moi kompani, oddział stojący na naszej drodze liczy co prawda trzech ludzi mniej niż nasz, ale składa się z aż pięciu Saracenów i uzbrojony jest w łuki, których nam brakuje. Musimy godnie przyjąć i wykorzystać każdy element przewagi jako dar od Pana. Ja i szlachetny Gotfryd możemy przypuścić szarżę po zakrzywionym torze, coby przy uderzeniu nie mieć słońca pod oczy. Skupić się musimy na łucznikach, oni to mogą wyrządzić najwięcej szkody Lotarowi, który nie ma tarczy ni wierzchowca. Miejmy też nadzieję, że tętent naszych kopyt spłoszy ich bestie, zanim zdążą ich dosiąść. Co do ciebie, zacny Lotarze, dogoń nas najszybciej jak możesz i przyłącz się do walki.

Najbardziej się martwię o ich konie. Co jeśli zachowają spokój? Jakby uciekły, albo chociaż się zaczęły miotać ze strachu, nie tylko pozbawiłyby swych jeźdźców przewagi, ale też odwróciłyby ich uwagę od naszego natarcia. W przeciwnym wypadku, niech Bóg i Najświętsza Panienka mają nas w opiece.

Dosiadam mojej Nadine i szepczę jej parę słów do ucha, po czym czynię znak Krzyża. Upewniam się, że miecz mam przy boku a hełm na głowie, chwytam pewnie włócznię i tarczę i z bożym Imieniem na ustach rozpoczynam atak.

Auguste d'Étoile napisał:
In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Amen.



DEUS VULT!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavolten



Liczba postów : 7
Join date : 13/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Czw Mar 10, 2016 3:24 am

Dotychczasowa podróż minęła mi dość męcząco, ale wdzięczny byłem Bogu, że nasza droga prowadziła lądem nie zaś morzem. Nie zniósłbym długich tygodni na pokładzie kołysanej nieustannymi falami łupinki unoszącej się pośród bezmiaru wód, które w każdej chwili kaprysem losu mogą zamienić ją w drzazgi. Co jak co, ale morze było mi wrogiem większym nawet niż saraceni, których póki co uważałem jedynie za jedną z przeszkód stojących mi na drodze do wzbogacenia się, którą prędzej czy później przyjdzie mi usunąć. Bardzo się zdziwiłem gdy w kilka dni po przekroczeniu miejsca, w którym domniemanie miała znajdować się granica zostałem oddelegowany do oddziału udającego się na zwiad. Nie miałem w końcu żadnych specjalnych zdolności, które by mi w tym pomogły ani też nie byłem szczególnie dobrze przeszkolony w tego typu praktykach. Zgodziłem się jednak ponieważ spodziewałem się, że za dobrze wykonane zadanie otrzymamy jakąś nagrodę, a takiej okazji nie wolno mi przepuścić. Moimi towarzyszami okazało się być dwóch starszych rycerzy, którzy również nie wyglądali (a przynajmniej na pierwszy rzut oka) na jakoś szczególnie uzdolnionych zwiadowców. Co prawda żaden z nas nie był też kompletnym żółtodziobem, a nasz przywódca ponadto był szpitalnikiem co pozwalało sądzić, że posiada on trochę doświadczenia, ale to niestety wciąż nie zmieniło mojego wrażenia, że jednak nie jesteśmy odpowiednimi ludźmi do tej roboty. Powoli zaczynałem wątpić w powodzenie naszej wyprawy, której przywódca wysyła na zwiady po ziemi wroga grupę kompletnie przypadkowych, nieznających się na rzeczy ani siebie nawzajem osób. Moi kompani oddawali swoje życia w ręce Boga, ale ja mimo wychowania w głęboko wierzącej rodzinie wolałem zawierzać w pierwszej kolejności raczej bardziej ziemskim środkom, Bogu dziękować natomiast dopiero wtedy, kiedy szczęśliwie wyjdę z tarapatów. No cóż, co będzie to będzie. Poprowadzi nas Bóg, lub co bardziej prawdopodobne nasze własne nogi.

Powoli wstawał świt kolejnego dnia naszej misji. Z lekkiego snu wyrwały mnie odgłosy wielu ludzi i zwierząt przemieszczających się nieopodal. Zerwałem się szybko i spojrzałem pytająco na Gotfryda, który bez słowa wskazał tylko podnóże wzgórza na szczycie którego założyliśmy obóz. Wyjrzałem ostrożnie zza skały, która osłaniała nasze obozowisko i zerknąłem w dół zbocza. Saraceni! Tysiące. Nie. Dziesiątki tysięcy saracenów! Armia wroga przemieszczała się tuż pod naszymi nosami. Jak najszybciej trzeba było powiadomić główne siły o zbliżającym się zagrożeniu, ale w tej chwili nie mogliśmy się stąd ruszyć. Ahh, co nas podkusiło żeby rozbijać obóz w miejscu, z którego było tylko jedno szybkie i bezpieczne zejście? Teraz jednak było już zbyt późno na tego typu żale. Jedyne co mogliśmy zrobić to poczekać aż armia przejdzie dalej a następnie zejść ze wzgórza i spróbowawszy ją ominąć dotrzeć jakoś do naszych wojsk. To w ogóle był cud, że nie znaleźli nas ich zwiadowcy. Być może to jeden z tych momentów, w których należałoby podziękować Bogu, ale wciąż mieliśmy większe zmartwienia na głowie. Za głównymi siłami wroga co jakiś czas przemieszczały się mniejsze oddziały aż w końcu wyglądało na to, że wszystkie minęły już wzgórze, na którym obozowaliśmy. Powoli chcieliśmy zacząć się zbierać, gdy nadjechała jeszcze jedna mała grupka saracenów i jak na złość zaczęła rozkładać obóz tuż pod "naszym" wzgórzem. Diabły wcielone! Nie mieli gdzie się zatrzymać? Z pewnością jakieś złe siły podkusiły ich by odpocząć właśnie tutaj. Sytuacja nie wyglądała zbyt ciekawie. Jedyna bezpieczna i szybka droga prowadziła prosto przez nich. Nie mogliśmy sobie pozwolić na żmudne schodzenie stromym zboczem, zwłaszcza z końmi, których przecież potrzebowaliśmy. Jedynym wyjściem wydawała się szarża z zaskoczenia na wroga zapewne nie spodziewającego się ataku w miejscu, przez które chwilę wcześniej przemaszerowały ich główne siły. Problemem był jednak fakt, że mieli przewagę liczebną oraz posiadali łuki, którymi mogli poważnie nam zaszkodzić. Co więcej jeśli, któremuś z nich uda się uciec i powiadomić główne siły będzie to oznaczać, że jesteśmy zgubieni. Dlatego też musimy zabić ich wszystkich za jednym podejściem. Doskonale zdawałem sobie z tego sprawę, uchwyciłem więc mocniej rękojeść mego miecza i wraz z kompanami począłem szykować się do ataku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arche
Admin
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 29/08/2014
Age : 102

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Czw Mar 10, 2016 9:44 am

Jako pierwszy ruszył Gotfryd, wygłosił tylko swą kwestię, objaśnił swe zamiary i ruszył galopem na wroga, nie czekając nawet na odpowiedź swych kompanów. Następnie zaraz za nim do szarży ruszył Auguste, który czas strwonił jedynie na jakiś szept do konia i siebie, dzieli Was około 15 metrów. Ostatni do ataku ruszył Lotar, ponadto brak posiadania konia jeszcze bardziej zwiększył dystans między nim, a Szpitalnikiem, tak, że gdy dwaj jeźdźcy już byli tuż tuż przy wrogu, Lotar był gdzieś w jednej/trzeciej drogi, czyli przebiegł około 40 metrów.

Saraceni początkowo w ogóle nie zwrócili na Was uwagę. Chwała panu, gdyż zapewne uznali, że to jakieś dźwięku dochodzące z oddali, ale po chwili nie mogło być już mowy o dźwiękach z oddali, więc jeden z nich spojrzał w Waszym kierunku i odrętwiał, ledwie kilka sekund później pozostali również spojrzeli w Waszym kierunku i jeden przytomny z wrogów, począł wykrzykiwać coś w języku tych diabłów, czym zmotywował ich do działania. Dwóch czym prędzej chwyciło za swe kompozytowe łuki, kolejnych dwóch podbiegło kilka metrów do drzew i zaczęli pośpiesznie odwiązywać konie, a jeden, ten który był najbardziej przytomny, podniósł z ziemi niewidoczną wcześniej, gdyż pożółkła trawa ja przysłaniała, 3 metrową włócznię.

Co teraz robicie, kogo atakujecie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavolten



Liczba postów : 7
Join date : 13/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Czw Mar 10, 2016 11:33 am

Moi kompani w pośpiechu zaszarżowali w dół by rozprawić się z obozującymi u podnóża wzgórza Saracenami. Pobiegłem za nimi i po chwili już nie pierwszy raz w trakcie tej wyprawy żałowałem, że nie posiadam konia. Tak, zostałem wysłany na zwiad pieszo, wraz z dwoma konnymi. Nie wspomnę już o tym jak bardzo obniżyło to tempo naszego zwiadu, ale chociażby w sytuacjach takich jak ta byłem o wiele mniej użyteczny i zdany w większości na siebie. Po raz kolejny pomyślałem, że władca dowodzący naszą wyprawą musi być skończonym idiotą. On, albo jego podwładni, którzy tak to zarządzili. Jedno drugiego nie wyklucza. Wciąż zbiegałem w dół kiedy moi kompani dopadali już Saraceńskiego obozu. Pozostawało mi tylko mieć nadzieję, że nie zdecydowali przedrzeć się jedynie przez ich szeregi i zostawić mnie tam na pastwę tych diabłów. Zresztą byłoby to najgorsze możliwe rozwiązanie jakiego mogliby się podjąć, nie tylko ze względu na mnie. Saraceni muszą być martwi. Zbiegając ciągle w dół zbocza miałem nadzieję, że dwóch konnych szarżujących z okrzykami na ustach odwróci uwagę wroga na tyle aby nie spostrzegł, że ja również się zbliżam i kiedy będą oni związani walką a ja w końcu dotrę już na dół zaatakuję najmniej spodziewającego się wroga, najlepiej takiego, który odwrócony będzie do mnie plecami. Taki był plan, jak będzie los pokaże. A tymczasem miałem do przebiegnięcia jeszcze trochę ponad połowę wzgórza. Zakląłem pod nosem przeklinając po raz kolejny głupotę Niemieckiego Króla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korgal

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 30/08/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Czw Mar 10, 2016 11:39 am

Krew we mnie spokojna więc z grzbietu konia obserwowałem działania saracenów. Bog ze mkną nie zostałem wykryty przez nich na czas, i łukiem mnie nie sięgli.

Z boską protekcją nie lękam się wrogów przedemną, jednakże nie mogąc pozwolić aby wezwali wsparcie i plany nasze zniweczyli. Kieruję więc moją szarżę ku tym tchurzliwym wrogom co pierzchają przedemną w drzew.
Plan jest prosty, jak gdyby go nie było. Miecz Wychylam wykorzystując impet konia, Porzałują że nie stanęli do walki.
Zamierzam ciąć od tyłu jednego z nich wykorzystując impet, po czym zawrócić konia i zaatakować drugiego. Uzbrojonych w łuki pozostawiam boskiej opatrzności i mem towarzyszom. O saracenie z włuczną zaś całkiem zapomniałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arche
Admin
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 29/08/2014
Age : 102

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Pią Mar 11, 2016 10:25 am

Gotfryd wypadł ze wzgórza w pędzie, sprawnie wyminął włócznika i ciął jednego sarecena odcinając mu przy tym niemalże głowę, trzymała się jedynie na niewielkim kawałku skóry co można było zobaczyć przez ułamek sekundy nim ciało bez życia osunęło się na ziemie. Jednak prędkość jaką osiągnął w trakcie szarży nie było łatwo wytracić i dopiero 30 metrów dalej zdołał zrobić nawrót, podczas którego łucznicy zdążyli wystrzelić swoje strzały, jedna minęła o jakieś 20 centymetrów głowę rycerza, a druga wbiła się w jego tarczę. Gdy wykonał manewr i usłyszał świst, oraz wbijającą się w tarczę strzałę, ujrzał również przed sobą sarecena który właśnie uporał się z odwiązaniem konia i w biegiem go dosiadł, wyciągnął bułat i szarżował na wprost z krzykiem na ustach.

Koń szpitalnika natomiast będąc już ledwie kilkanaście metrów od wrogów, próbował przekroczyć niewielki krzak, lecz potknął się o głaz który ów krzak przysłaniał przewracając się i zrzucając kawalerzystę. Koń niemiłosiernie poobijany zawył, zerwał się i spłoszył, natomiast Auguste sekundę po usłyszeniu trzasku świadczącego o złamaniu czegoś, stracił na chwilę dech w piersiach, lecz po chwili ku swej uldze udało mu się nabrać powietrza i wciąż nie czując bólu usiłował wstać. Wówczas receptory dostarczyły informację do mózgu i niemalże sparaliżowany nagłym atakiem bólu osunął się na ziemie, lecz nie poddawał się i zaciskając zęby spróbował ponownie wstać, tym razem się to udało, dziwne... Choć poobijany był niemiłosiernie, chyba nic sobie nie złamał, a wyraźnie słyszał trzask. Spojrzał na ziemię rozglądając się za bronią i wówczas dojrzał co było przyczyną usłyszanego dźwięku, z jego włóczni powstała karykaturalna, skrócona wersja i nierówno ułamany kij. Tarczy w ogóle nie widział, musiał spaść gdzieś dalej, lecz nim zaczął się za nią rozglądać spojrzał przed siebie i dostrzegł szarżującego nań Saracena z włócznią.

Lotar wszystko obserwował z góry, dostrzegł również, jak uwagę łuczników przyciągnął upadek Auguste, oraz jak jeden z nich poklepał drugiego, na co tamten kiwnął porozumiewawczo głową i poczęli wyjmować strzałę z łuku jeden celując w szpitalnika, drugi w francuza.
Póki co chyba nikt nawet jego nie zauważył, bądź też nie zwrócił nań uwagi. A wraz ze zmniejszającym się dystansem, oddech rycerza stawał się coraz płytszy, lecz zostało już ledwie 15 metrów do saracena z włócznią i około 30 do łuczników, w dodatku nie biegł w jednej linii co Augusto, więc nadbiegał teraz z prawej strony, mogąc zaatakować z flanki.




Co robicie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korgal

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 30/08/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Pią Mar 11, 2016 1:56 pm

Nim zawróciłem konia drugi z saracenów dosiadł swego. Dobrze, zobaczymy więc czy te pomioty szatana potrafią walczyć. Strzała jewdnego z łuczników wylądowała w mej tarczy, głupcy bóg mnie chroni jakże mogli byście mnie skrzywdzić ? Bedziecie potrzebowali czarnej magii demona któremu cześć oddajecie !. Nie rozglądając się po polu bitwy krzyknąłem
Godfryd z Bordeaux napisał:
Deus lo vult !
I zaszarżowałem na szarżującego na mnie konnego. Mieczem moim zetnę go w imie pańskie !
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavolten



Liczba postów : 7
Join date : 13/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Sob Mar 12, 2016 2:49 am

Na szczęście moi towarzysze postanowili walczyć z wrogiem. Gotfrydowi udało się z łatwością ściąć pierwszego wroga i wszystko szło by w jak najlepszym kierunku gdyby nie niefortunny upadek konia Augusto. Na szczęście rycerzowi chyba nic się nie stało, ale stracił tarczę oraz włócznię i nie miał chyba co liczyć na odratowanie konia. Zobaczyłem, że jeden z Saracenów zaczął biec w jego stronę a łucznicy skupili na nim swoją uwagę. Miałem szczęście, nie widzieli mnie jeszcze. Postanowiłem zaufać umiejętnościom szpitalnika i zostawić mu walkę z włócznikiem, a tymczasem skierowałem się w stronę łuczników, którzy obecnie stanowili największe zagrożenie dla nas wszystkich. Miałem nadzieję, że nie zauważą mnie do czasu aż nie zatopię miecza w jednym z nich, a następnie spróbuję rozprawić się z drugim póki wciąż będzie zdezorientowany. Musiałem się postarać. Los towarzyszy, a zwłaszcza biednego Augusto mógł leżeć w moich rękach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arche
Admin
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 29/08/2014
Age : 102

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Sob Mar 12, 2016 12:44 pm

Godfryd widząc szarżującego saracena, bez chwili zwłoki ruszył mu na spotkanie. Obaj jeźdźcy zmierzali na siebie z podniesioną bronią przygotowaną do ataku, chcieli to zakończyć jednym cięciem. Zamachnęli się w tym samym momencie, wobec czego rozległ się głośny, przeszywający powietrze dźwięk, który sugerował zwarcie dwóch kling. Nikt nie został trafiony, lecz cios rycerza był mocniejszy, być może z racji posiadania bardziej masywnej broni, w efekcie czego wybił scimitar z ręki bluźniercy. Francuz próbował to wykorzystać i ciał jeszcze raz, lecz konie w pełnym galopie zdążyły już się minąć na tyle, by miecz nie sięgnął celu. Ułamek sekundy później dostrzegł zmierzającą w jego stronę strzałę, odruchowo się schylił na bok, tym samym unikając trafienia w pierś, lecz strzała mimo to trafiła go w prawe przedramię. Ledwie drasnęła, rozcinając kółeczka kolcze i skórę, w efekcie czego ryknął z bólu i upuścił miecz na ziemię.

Auguste zamarł, pierwszy raz był tak blisko śmierci. Saracen ani myślał nie skorzystać z takiej okazji i pchnął włócznią w wroga, lecz dokładnie w tym momencie nogi pod krzyżowcem samoistnie się ugięły i cudem uniknął śmiertelnego ataku. Następnie pół siedząc, podpierając się rękami, odpełznął kilka metrów do tyłu, saracen uśmiechnął się drwiąco na ten widok i powoli podszedł wznosząc ku górze włócznie w celu dokonania egzekucji, ale dokładnie w tym momencie ledwie metr od saracena upadł scimitar, zaskoczony spuścił na sekundę wzrok ze szpitalnika, by spojrzeć co się właściwie stało i wykorzystał to Augusto, który... Zaczął uciekać w górę stoku.

Tymczasem Lotar nie zważając na zmęczenie biegł bez opamiętania na łuczników. Widział jak jeden z nich wypuścił w stronę Godfryda strzałę, a drugi w ostatniej chwili go dostrzegł i przerażony natychmiast się obrócił by strzelić w napastnika, lecz był zbyt wolny. Lotar zdołał pierwszy wykonać cięcie, którym co prawda nie trafił samego saracena, a jedynie jego łuk, przecinając go na pół. Saracen odskoczył unikając drugiego cięcia, wyrzucił bezużyteczny już kawałek drewna i dobył sztyletu. Również drugi łucznik, którego uwagę oczywiście przyciągnęło to zdarzenie, wiedząc, iż nie ma czasu na strzał odrzucił łuk i idąc w ślady swego towarzysza wyjął dziwną, krótką szablę, szykując się do ataku.

.............


Aktualne sytuacja:

- Uciekający i przerażony szpitalnik, przed włócznikiem. Oddalony obecnie o jakieś 30 metrów od centrum obozu w którym znajdują się łucznicy wraz z Lotarem. Oczywiście stale zwiększający ów dystans.

- Lotar z mieczem w dłoni naprzeciw dwóch 'łuczników' uzbrojonych w sztylet (ten po lewej) i ćoś na kształt jataganu (ten po prawej).

- Godfryd vs Saracen, oboje na koniu i aktualnie bez broni. Dodatkowo Godfryt jest bardzo lekko ranny w przedramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
IsHARI



Liczba postów : 8
Join date : 06/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Sob Mar 12, 2016 6:35 pm

Nagle otrzeźwiałem i postanowiłem zmienić kierunek biegu. Wyciągając miecz z pochwy obracam się i rzucam się na Saracena, skupiając się na sparowaniu nieuchronnego ciosu z jego strony. Jednocześnie chcę jak najbardziej skrócić dystans.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavolten



Liczba postów : 7
Join date : 13/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Nie Mar 13, 2016 12:26 am

Niestety nie udało mi się zabić łucznika, ale udało mi się odwrócić ich uwagę co powinno dać trochę czasu moim towarzyszom. Teraz musiałem zająć się moimi przeciwnikami. Zabić ich lub też wytrzymać na tyle długo aby moi towarzysze byli wstanie mi pomóc. W myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak nie czekałem długo i zaatakowałem Saracena z dziwną szablą mając nadzieję, że tym razem szczęście mi dopisze i wróg padnie martwy na ziemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korgal

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 30/08/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Nie Mar 13, 2016 4:24 am

Draśnięto mnie w przedramię, a choć rana była płytka, to zdecydowanie zaistniała. Zaklnęłem, jeśli coś takiego spowodowało że wypuszczam z ręki orenż to jak mogę zwać siebie rycerzem ?  Słuszny gniew poczęłem jednak kierować spowrotem na przeciwników.Wróg na przeciw mnie też jest bez oręża niech więc i tak będzie póki sytuację tę współdzielim. SPiełem konia do kolejnej szarży. W pełnym galopie rzucę się na wroga mą tarczą, i rozłupię jego czaszke. W tej uświęconej wojnie nie ma miejsca więcej na estetykę. Ran nie uniknę lecz po ich trupie dotrę do ziemi świętej !
Godfryd z Bordeaux napisał:
Giń pomiocie szatana, synu ty kurwi, siarką twój pysk śmierdzi lecz ja go oczyszczę ! Tarczą mą ze znakiem krzyża uświęconym prosto w twój parszywy ryj !
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arche
Admin
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 29/08/2014
Age : 102

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Nie Mar 13, 2016 12:22 pm

Kiedy napastnik z włócznią goniąc swą ofiarę był już tuż, tuż i zamierzał wykonać pchnięcie kończące żywot "zwierzyny" Auguste nagle się zatrzymał i odwrócił wyciągając miecz. Było to tak zaskakujące dla goniącego go saracena z włócznią, który u znał Szpitalnika za niewiernego tchórza gorszego od psa, że nie zwyczajnie w niego wbiegł zwalając go i samego siebie tym samym na ziemie. Oboje przy tym się potłukli, choć dla Joanity było to znacznie bardziej dotkliwe ze względu na swe wcześniejsze obrażenia wynikające z upadku z konie. Lecz teraz miał przewagę, skrócił dystans, leżeli obok siebie, a wróg miał włócznię. Aczkolwiek w ty samym momencie saracen udowodnił, że jednak jest doświadczonym wojem, gdyż chwycił drzewiec oburącz bliżej grotu i leżąc pchnął go wbijając w ziemię ledwie 5 centymetrów od ciała rycerza, ten bez chwili zawahania tym razem wykonał cięcie w bok psubrata niewiernego, raniąc go, ale nie wystarczająco, gdyż ten odrzucając włócznię i nie zważając na ból chwycił jedną ręką za klingę miecz, a drugą wyciągnął sztylet.

Lotar zaatakował saracena z szablą odcinając mu rękę, krew trysnęła, a saracen padł wrzeszcząc na ziemię, lecz w tym samym czasie drugi, zaatakował sztyletem rycerza trafiając go, ale w desperacji wykonał cięcie miast pchnięcia i kolczuga spełniła swe zadanie chroniąc właściciela przed ostrzem. Aczkolwiek w tej chwili stało się coś niezwykłego, Saracen ze sztyletem niemal w tym samym momencie co skończył atak wykonał nad wyraz zgrabny przewrót w przód przetaczając się obok zdezorientowanego rycerza i pochwycił z ziemi szablę stając naprzeciwko niego trzymając w jednej ręce jatagan, a w drugiej sztylet.

Gotfryd klnąc coś pod nosem ruszył na przeciwnika, następnie wyskoczył z siodła zwalając wraz z sobą przeciwnika na ziemie, lecz wciąż znajdując się nad nim ze wzniesioną w górę tarczę, w chwili upadku wykona uderzenie jej ostrą, dolną krawędzi w jabłko adama przeciwnika robiąc wielką ranę odkrywającą przełyk. Następnie niemal w jednym tempie Gotfryd przetoczył się na bok amortyzując uderzenia i stając na nogi. Zaskakujące, być może z powodu adrenaliny, ale nawet nie odczuwał bólu po wykonaniu tej akrobacji, jedynie ranna ręka pulsowała delikatnie sprawiając lekki dyskomfort. Wówczas spojrzał na swego wroga i zobaczył niezbyt przyjemny widok Saracena, który w spazmach i cierpieniu obficie krwawiąc konał, próbując coś powiedzieć, lecz rozerwane struny głosowe nie pozwalały mu na wydanie jakichkolwiek ludzkich dźwięków... A może próbował po prostu zaczerpnąć powietrza?



Co teraz robicie?


...........................................................................................................


Korgal, wypadło Ci 11! xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
IsHARI



Liczba postów : 8
Join date : 06/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Nie Mar 13, 2016 9:43 pm

Wykorzystując głupotę niewiernego przeciągam ostrze miecza po jego palcach, drugą ręką próbując uchwycić dłoń ze sztyletem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavolten



Liczba postów : 7
Join date : 13/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Nie Mar 13, 2016 9:58 pm

Po udanym cięciu jeden z przeciwników padł na ziemię tymczasowo unieszkodliwiony. Jeśli trzeba będzie to później go dobiję, ale teraz musiałem zająć się drugim z przeciwników. Na szczęście kolczuga spełniła dobrze swoje zadanie i zablokowała jego atak, ale zwinny diabeł przeturlał się obok mnie i pochwycił broń swego towarzysza. Teraz stał na przeciwko trzymając ostrza w obu rękach. Postanowiłem postawić na dość ryzykowny manewr i zaatakowałem w taki sposób żeby saracen musiał skupić się na zablokowaniu mojego miecza. W tym samym momencie drugą ręką wyprowadziłem z całej siły cios pięścią w twarz wroga, tak aby uderzenie zwaliło go z nóg, lub przynajmniej zdezorientowało. W razie powodzenia planowałem dobić jak najszybciej ogłuszonego lub powalonego przeciwnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korgal

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 30/08/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Pon Mar 14, 2016 12:15 am

Wykonuje cios łaski na konającym saracenie i próbóje przywołać gwizdem mojego wierzchowca. Rany me są niewielkie, najważniejsze niebezpieczeństwo już za mną. Reszte chce powierzyć mym towarzyszom Jeśli mnie się to uda skieruje się w kierunku armii opuszczając tę potyczkę. W końcu nie mogę zapominać o priorytetach, nie mam czasu do stracenia ! Wyprzedzić saracenów, ostrzec króla to misja godna świętych mężów, tak wielkie jak mój zachwyt jest me przerażenie czy jej podołam. Jednakże jeśli z jakiegoś powodu nie uda mnie się dosiąść konia, być może dlatego że mnie nie usłyszy lub z innego powodu. Ruszę w kierunku pozostałych saracenów. Bóg zadecyduje o mym losie jak do tąd i aż po kraniec świata.
Godfryd z Bordeaux napisał:
ave, ave dominus deus et familia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arche
Admin
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 29/08/2014
Age : 102

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Pon Mar 14, 2016 10:04 pm

Cóż jak można się było domyślać miecz to nie brzytwa, a szczególnie w połowie klingi, dlatego próba przeciągnięcia po palcach ostrzem miecza skończyła się siłowaniem, lecz jednocześnie Auguste udao się chwycić rękę w której trzymał sztylet. Teraz pojedynek zamienił się w test siły, który przez chwilę pozostawał nierozstrzygnięty, lecz w końcu wygodniejszy chwyt za rękojeść miecza zaczął przeważać na korzyść Szpitalnika, miecz zbliżał się do gardła saracena lecz ten walcząc o życie nie poddawał się. Dopiero gdy zakonny rycerz podniósł się częściowo i niemal rzucił na miecz dociskając Saracen nie wytrzymał i miecz uderzył w jego ciało, lecz nie przebił zbroi łuskowej, a jedynie pozbawił tchu, co jednak wystarczyło do tego by wypuścił sztylet z ręki, co od razu wykorzystał Auguste podnosząc go i wbijając wielokrotnie w twarz masakrując ją doszczętnie. Saracen znieruchomiał, Szpitalnik wykonał jeszcze kilka sztychów po czym spojrzał na swe dzieło i zwymiotował...

Lotar zamachnął się zamierzając wykonać swój fortelowy atak, lecz nieoczekiwanie już finta okazała się dosięgnąć celu i zraniła przeciwnika, choć była zbyt słaba by zadać większe obrażenia to saracen odskoczył i wrzasnął z bólu, uniemożliwiając tym samym zadanie ciosu ręką. Następnie obrócił się rzucając przy tym sztyletem, który jednak chybił celu, lecz na tyle rozproszył Lotara, że następny zadany oburącz cios szablą w miecz wytrącił mu go z ręki. Następnie rycerz odruchowo odskoczył w tył unikając kolejnego wymierzonego już bezpośrednio w niego cięcia. Niewierny uśmiechnął się szyderczo i odkopał miecz rycerza za siebie. Stoisz nieuzbrojony, w odległości 3 metrów od lekko rannego saracena z szablą.

Godrfyd bezskutecznie próbował przywołać swego konia gwizdem. Lecz oglądając się widzi obok siebie scimitar saracena, a w odległości 25 kroków na południe (w stronę stoku) bezbronnego rycerza stojącego naprzeciw niewiernego z jataganem. Ponadto ok 35 kroków na wschód dostrzega obok zwłok saracena wciąż przywiązanego, niespokojnego konia.

Co robicie? (Augusto mniej więcej już opróżnił żołądek i jako tako doszedł do siebie, co znaczy jedynie tyle, że przestał wymiotować, może podejmować jakieś akcje, choć wciąż jest nienaturalnie blady...)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korgal

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 30/08/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Wto Mar 15, 2016 2:21 pm

podnoszę scimitar saracena po czym kieruje się w kierunku niespokojnego konia. To jedyna droga, pechowy rycerzu gdy spotkamy się w niebiosach, wybaczysz mi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavolten



Liczba postów : 7
Join date : 13/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Sro Mar 16, 2016 12:09 pm

Sytuacja wydawała się beznadziejna. Saracen uzbrojony a ja bez broni. Niewiele mogłem zrobić w tej chwili, ale szanse na ucieczkę wydawały się nikłe, zwłaszcza, że byłem zmęczony po długim biegu. Postanowiłem więc postawić wszystko na jedną kartę i skoczyłem w stronę wroga z pięściami składając mój los w ręce Boga i mając nadzieję, że wyjdę z tej walki żywy. Starałem się ominąć jego szablę i jednocześnie powalić go na ziemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
IsHARI



Liczba postów : 8
Join date : 06/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Sro Mar 16, 2016 5:08 pm

Spoglądając raz jeszcze na zmasakrowaną nie do poznania twarz Saracena zalaną tym, co zostało z mojego ostatniego posiłku, stwierdzam w duchu:

Auguste d'Étoile napisał:
A więc to tak umierają niewierne psy...

, po czym podnoszę broń zarówno moją, jak i pokonanego wroga i spokojnym krokiem kieruję się w stronę moich towarzyszy, modląc się o ich przeżycie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arche
Admin
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 29/08/2014
Age : 102

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Czw Mar 17, 2016 10:38 am

Lothar rozejrzał się szybko minimalistycznymi ruchami i nie dostrzegając żadnej możliwości ratunku prócz ataku w desperacji, rzucił się nagle na Saracena. Tym niespodziewanym atakiem tak bardzo zaskoczył saracena, że ten nawet nie zdążył jakkolwiek zareagować i zawalił się na plecy, w efekcie czego jedynie jego drwiący śmiech zmienił się w grymas. Lothar nie dając chwili wytchnienia oszołomionemu przeciwnikowi zaczął go okładać pięściami po twarzy. Saracen okazał się nie być zbyt wytrzymały i już po kilku silnych ciosach stracił przytomność. Wówczas wciąż siedząc okrakiem na swej ofierze rycerz odetchnął i rozejrzał się tym razem dokładnie po okolicy i dostrzegł:
Po swej lewej stronie obładowanego bronią rycerza zakonnego, który schodził ze stoku nad wyraz wolnym spacerkiem. A po prawej stronie, dojrzał idącego już nieco żwawszym marszem, choć wciąż nie śpieszącego się specjalnie Godfryda, który trzymając w ręce scimitar kierował się w stronę przywiązanego konia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Korgal

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 30/08/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Czw Mar 17, 2016 2:39 pm

Spróbóje uspokoić konia, jak tylko mnie się to uda pojade ostrzec króla, jeśli miało by to zająć zbyt długo, spróbóje wskoczyć na jego grzbiet i się utrzymać mimo jego nie spokoju ^ ^.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
IsHARI



Liczba postów : 8
Join date : 06/09/2014

PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   Czw Mar 17, 2016 5:10 pm

Widząc, że zagrożenie minęło, przyspieszam kroku, nie zważając już tak bardzo na osłabienie ciała. Dziękuję Panu za siłę, której nam użyczył abyśmy mogli zwyciężyć i zastanawiam się, czy znajdę jeszcze moją Nadine.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)   

Powrót do góry Go down
 
W imię Boga - historia rzeź pańskich (PBF)
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Ród Rogińskich
» Finnick Odair
» Lord Voldemort
» Daniel Levitt
» Przykładowy Zapis na Czarodzieja

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Kielicha :: Bezkresna Księgarnia Zakonu :: Kroniki legendarnych przygód-
Skocz do: